Odrabianie lekcji wojska i wywiadu: Ku Ukraińskiej Polityce Obronnej

Kolejna odsłona wojny na Ukrainie się zbliża i jeżeli ktoś tego jeszcze nie zrozumiał, czy to w Waszyngtonie, Londynie, Berlinie, Paryżu czy Kijowie- to już i tak jest za późno.

Dlaczego ta bitwa się zbliża? Ponieważ: a) albo rosyjska armia hybrydowa ruszy dalej na zachód, albo b) siły ukraińskie będą starały się odzyskać kontrolę nad suwerennym terytorium Ukrainy.

Jest także jedna opcja, na którą można postawić każde pieniądze, że na pewno się nie zrealizuje, czyli, że ustalenia Mińska 2, w szczególności to, że w sposób pokojowy Ukraina odzyska kontrolę nad swoją wschodnią granicą. Rozmawiałem z wieloma osobami, od Londynu do Waszyngtonu i od Brukseli do Kijowa, czy też od Bukaresztu do Australii, i wszyscy Ci z doświadczeniem czy wiedzą wojskową zgadzają się w większości czy całości stwierdzenia, że wojna na Ukrainie zawita raczej szybciej niż później.

Na początek rozważmy najpierw bardziej prawdopodobny scenariusz rosyjskiej ofensywy, bo to raczej to wydarzy się wcześniej. Dlaczego to się wydarzy wcześniej? Traktat Mińsk 2 miał wiele wad, ale najgorszy efekt wywołało to, że ukraińscy żołnierze działający na rzecz odzyskania kontroli nad suwerennym ukraińskim terytorium, poprzez wkraczanie na obszary okupowane przez rosyjskich żołnierzy i najemników łamaliby „zawieszenie broni”. A więc ukraińskim siłom zabroniono ruchów na swoim suwerennym terytorium dopóki Rosjanie nie będą kontynuować swojej inwazji. Szaleństwo Mińska 2…

Jest kilka opcji, na realizację których Rosja ma zasoby ludzkie i wystarczające uzbrojenie- siły pancerne, artylerię, lotnictwo itp. Zastanawiając się, którą z tych opcji wybiorą, musimy oczywiście pamiętać, z jaką niezwykłą determinacją reżim Putina do tej pory ukrywał i zaprzeczał swej obecności na Ukrainie i nawet dzisiaj zaprzecza, że nie ma żadnych rosyjskich żołnierzy na Ukrainie. To jest oczywiście niezbędne do tego, by utrzymać ład i porządek w samej Rosji, tym samym realizując główny cel Mafii Putina, który w skrócie polega na ciągłym utrzymywaniu władzy i tym samym wysysaniu krwi z narodu rosyjskiego; dlatego powiedzmy głośno, że naszym wrogiem jest reżim rosyjski a rosyjski naród to w większości niewinne ofiary, nawet jeżeli są tego nieświadomi z powodu ogłupienia propagandą. Musimy też pamiętać o tym, że okupowane terytoria Donbasu będą wymagały olbrzymich inwestycji w celu odbudowy infrastruktury zanim jakakolwiek obecność międzynarodowa może być spodziewana w regionie, oraz o tym, że zachodnie sankcje raczej nie skończą się, gdy Mińsk 2 zostanie zerwany. Nie bez powodu na swej dorocznej „konferencji z narodem” Putin zaklinał się, że „Rosja nikogo nie traktuje jako wroga” i jednocześnie oskarżał USA o chęć zwasalizowania całego świata. Zaiste dla rosyjskiej władzy obecne położenie to bycie między młotem a kowadłem; odwrót nie jest możliwy z powodów nacjonalistycznych resentymentów, które sami obudzili; a stanie w miejscu oznacza gospodarczy i demograficzny regres, ponieważ i Ukraina i Europa zdywersyfikują dostawy gazu, z kolei ofensywa oznacza zwiększenie sankcji i prawdopodobne dozbrojenie Ukrainy przez Zachód. Nie ma też wątpliwości, że prezydent Obama i inni zachodni przywódcy są świadomi, że mają szczura w klatce. Jednak Ci, którzy żyli, których rodzina żyła lub tylko znają trochę historię tego regionu wiedzą, że to tylko marzenie- oni jednak zaatakują. Już tylko liczba czołgów w Donbasie prawdopodobnie sięgnęła ponad 500 szt. a ciągłe dalsze dostawy wszelkiego rodzaju sprzętu raczej nie są przeznaczone do obrony. W końcu wyrwą się z klatki by po jakimś czasie udawać, że dali zamknąć się w nowej większej.

Który scenariusz wybierze rosyjski reżim?

Dla ukraińskich sztabowców to pytanie podstawowe w planowaniu odpowiedzi, ale prawda jest taka, że nie da się tego dokładnie przewidzieć i należy brać pod uwagę różne prawdopodobieństwa. Wiemy, że zbyt wiele ofiar i otwarte przyznanie się do zaangażowania w wojnę pogorszyłaby rosyjską sytuację wewnętrzną (Matki głośno domagające się zadośćuczynień itp) oraz byłoby zaproszeniem do kolejnych sankcji więc musimy założyć ograniczone lub stopniowe postępy są planowane na północ od Ługańska o na zachód od Doniecka w kierunku Kramatorska. Jednak, czy cała gierasimowska doktryna wojny hybrydowej powinna zostać wyrzucona do kosza, ponieważ owszem, działała na Krymie, ale raczej nie jest efektywna w Donbasie? Jeżeli tak, to jakaś większa operacja nadal jest możliwa. Ekonomiczne opcja lądowego mostu na Krym jest najbardziej sensowna, ponieważ zabezpiecza również dostawy wody i elektryczności dla regionu, ale wszystkie opcje zakładające nawet najwolniejsze postępy opierają się o Dniepr. Kroczącą ofensywę możemy też do pewnego stopnia odrzucić, ponieważ oznacza to atak na przygotowane pozycje ukraińskie, co oznacza z kolei stratę czasu i ofiary zbytnio windujące koszty operacji. Z uwagi na liczbę mobilnego sprzętu w Donbasie (wspomniane już wcześniej ponad 500 czołgów) powinniśmy oczekiwać raczej szybkiego punktowego przełamania, pomimo zaawansowanej taktyki judo Putina gen. Lentsov osobiście dowodzący siłami rosyjskimi nadal stosuje starą i wypróbowaną taktykę Armii Czerwonej. Ponadto z powodu dużych sił operujących na różnych odcinkach frontu oraz olbrzymich możliwości logistycznych, jakimi dysponuje Rosja w regionie, siły ukraińskie nie powinny starać się utrzymać linii frontu za wszelką cenę. Rosjanie są w stanie skoncentrować siły uderzeniowe w dowolnym punkcie o wiele szybciej niż Ukraińcy są w stanie podciągnąć swe wojska w celu przeciwdziałania wyłomowi. Okrutna prawda jest taka, że w jakimś momencie Rosjanie skoncentrują odpowiednie siły do uderzenia i szczerze mówiąc siły ukraińskie nie są w stanie temu zapobiec. Punkt docelowy też jest oczywisty- linia Dniepru dostępna wzdłuż wybrzeża w celu stworzenia drogi lądowej na Krym, ponieważ droga przez Cieśniną Kerczeńską jest i droga i strategicznie zbyt niebezpieczna, żeby na niej opierać linie zaopatrzenia dla Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

Ukraińskie Odpowiedzi
Z powodu, że siły ukraińskie nie są w stanie odpowiednio szybko przeciwstawić odpowiednie siły na punktowy atak rosyjski Ukraina musi walczyć mądrze i używać odpowiednich sił tam, gdzie wyrządzą one najwięcej strat. Najważniejsze jest by chronić swe siły pancerne i skoncentrować je o w jakimś jednym sektorze po to, by przy nadarzającej się okazji wykorzystać je decydującego przeciwuderzenia. Oczywiście nie oznacza to, że powinno się zapomnieć o odpowiednim przygotowaniu obszarów umocnionych. Odpowiednio przygotowane fortece i grupy partyzanckie przygotowane na przerywanie wrogich linii zaopatrzenia powinny być zorganizowane. Mariupol, Charków, Dniepropietrowsk, Chersoń, Zaporoże, Odessa a nawet Kijów powinny mieć plany obrony i wyznaczonych Komendantów Wojskowych w razie ataku. Nie mówię też, że w obszarach umocnionych nie powinno być w ogóle czołgów czy artylerii- oczywiście muszą tam być, ale w odpowiedniej ilości. Ukraina nie może zaniedbać żadnej potencjalnej opcji. Jak już wyżej napisano, każda z opcji zakłada zdobycie linii Dniepru i każde naddnieprzańskie miasto może stać się nowym Stalingradem. To zaiste straszna perspektywa i trudno sobie ją nawet wyobrazić, ale Ukraińcy nie zaanektowali Krymu czy nie zaatakowali Donbas, to Rosjanie dokonują inwazji na Ukrainę i kiedy ma się przed sobą zdeterminowanego wroga, to albo należy walczyć i mieć nadzieję na zwycięstwo, albo uciekać. Dzieci i starsi powinni oczywiście być ewakuowani, ale dorośli będą musieli wkrótce dokonać wyboru, inaczej bieg wydarzeń dokona tego za nich. Rosjanie na pewno będą dążyli do zajęcia miast na Dnieprze po przełamaniu. Na drodze ich licznych czołgów nie ma żadnych innych przeszkód i jeżeli Ukraina chce przeszkodzić w ustanowieniu połączenia lądowego Rosji z Krymem to musi użyć miast jako elementów wiążących siły Rosjan podczas koncentracji swoich sił pancernych w rejonie na zachód od Dniepropietrowska. Nie mam tu na myśli wszystkich jednostek pancernych, ale tych pod dowództwem operacji antyterrorystycznej. Kijów także powinien być przygotowany na to, że znajdzie się w strefie działań wojennych w razie rosyjskiego przełamania. Kluczowe jest to, by związać siły wroga w rejonach umocnionych i wtedy użyć sił mobilnych w celu zakłócania linii zaopatrzeniowych w momencie zaangażowania ich sił w wojnie w rejonach zurbanizowanych (tak jak to zrobili Rosjanie pod Iłowajskiem latem ubr.) i w ten sposób odciążenia Mariupola czy też Chersonia, uniemożliwiając obejście ich, i w końcu odbudowując ukraińskie linie zaopatrzenia podczas uniemożliwienia tego przeciwnikowi. Linie zaopatrzenia to zawsze najsłabszy element każdego natarcia. Należałoby raczej dokonać kontrnatarcia przez Czernichów w kierunku Kijowa, głownie w celu odcięcia zaopatrzenia i zamknięciu sił nieprzyjacielskich i przejęcia ich zasobów niż starać się wyzwolić Donieck czy Ługańsk. Podsumowując- wciągnijmy ich przeważające siły pancerne w walki miejskie, gdzie ich manewrowość zostanie ograniczona a potem odetnijmy je używając mniejszej ilości techniki wojskowej.
Dlaczego plan nie powinien zakładać bezpośredniego wyzwolenia Doniecka czy Ługańska- zapytana na pewno wielu czytelników? Istotne tu są argumenty liczbowe: po pierwsze 10 czy nawet tylko 5 tysięcy rosyjskich jeńców będzie niezaprzeczalnym argumentem za zakończeniem konfliktu. Ponadto rosyjska broń i zaopatrzenie będzie kolejnym niezaprzeczalnym dowodem na rosyjskie zaangażowanie. Po trzecie, nawet jeżeli Ukraińcy wyzwolą okupowane rejony, zdobędą 10 tysięcy jeńców i 200 czołgów, co wtedy? Tak, Ukraina będzie słabsza, Rosja również, ale czy to ich powstrzyma? Tego nie wiemy i musimy zakładać, że nie. Będą pewnie ostrzeliwać siły ukraińskie ze swojej strony granicy, wysyłać więcej „zielonych ludzików” i cały cykl się powtórzy. Tej wojny nie wygra się metodami dyplomatycznymi, jak wielu dyplomatów chce wierzyć, ale wtedy gdy Rosjanie nie będą w stanie dalej ignorować śmierci swych synów i braci na ukraińskiej ziemi. Jeżeli Ukraina zdoła ująć tysiące Rosjan i opublikować ich dane, to jak na ironię ci jeńcy przyniosą Ukrainie wolność.
Na pewno jest wiele problemów wewnątrz ukraińskiego dowództwa czy jego strukturze, jak w bolesny sposób pokazały poprzednie operacje poprzez relacje Jurija Butuzowa z Iłowajska czy Debalcewa. Czy w całości odpowiedzialność za to ponosi szef sztabu gen. Wiktor Mużenko? Na pewno nie. Siły ukraińskie mają wiele problemów w porównaniu do Rosjan, co podkreślają nawet zachodni obserwatorzy. Czy Mużenko powinien odejść? Zacytuję tutaj mądrego przyjaciela; „to stara, zardzewiała maszyna, jeżeli będzie działać zbyt szybko, to raczej się rozpadnie niż zacznie się kręcić”. Mużenko na pewno jest generałem starej daty- ukończył Akademię Sztabu Generalnego w Leningradzie w 1983 r, ale kto mógłby go zastąpić? Nie można też zapominać o jego niewątpliwych sukcesach- ukraińska ofensywa zeszłego lata wymagała bezpośredniego zaangażowania sił rosyjskich w celu obrony najemników i okupowanego obszaru, który nie rozrósł się zbytnio od września. Mimo to komunikacja pomiędzy poszczególnymi szczeblami dowodzenia była i jest momentami po prostu żałosna. Rozkaz zorganizowanego wycofania się z Debalcewa, cytowany przez Prezydenta, był niezmiernie krytykowany i podważany przez żołnierzy.
Ale też rzeczywistym problemem nie jest komunikacja ale niechęć do cedowania dowództwa na poziom lokalny. Żeby zobrazować problem: jeżeli jednostka ukraińska na północ od Ługańska ma problemy to czy jednostka z Mariupola może jej pomóc? Oczywiście nie, ale z drugiej strony, dlaczego wszystkie prośby muszą przechodzić przez dowództwo operacji ATO, a czasami nawet konsultowane w Kijowie, zamiast być podejmowane przez lokalne dowództwo w polu? Na pewno bardziej zdecentralizowany system dowodzenia jest konieczny w celu umożliwienia profesjonalnym i doświadczonym lokalnym dowódcom decydowania o tym, co jest dla nich najlepsze. Według mnie bardziej sensowne byłoby ustanowienie dowództw lokalnych zamiast jednego centrum ATO. Na pewno wybrzeże od Mariupola do Chersonia nie może podlegać temu samemu dowództwu co Charków czy Czernichów… to dyktuje zdrowy rozsądek i nauka z poprzednich doświadczeń i błędów popełnianych przez Sztab Generalny. Na pewno w kolejnych bitwach niezmiernie istotna jest owa lokalna niezależność i możliwość wydawania rozkazów poszczególnym dowódcom przez lokalne dowództwa, ze swoimi siłami i zasobami. W tych walkach Naczelne Dowództwo nie będzie w stanie wiedzieć lepiej, jaka jest lokalna sytuacja i powinna siedzieć cicho i ewentualnie wysyłać uzupełnienia, jeżeli będzie to możliwe. Jeżeli taka zmiana spowoduje odejście Mużenki to niech tak się stanie. Dowództwa obszarów muszą wykazywać się inicjatywą i działać, kiedy nadaża się ku temu okazja, a wybijający się oficerowie powinni być awansowani. Obecnie wszystkie siły ukraińskie, które już były zaangażowane w boju, wiedzą jak się walczy i potrafią to robić w sposób skuteczny, są w stanie wygrać wojnę im narzuconą, wiedzą też, że naczelne dowództwo zbyt długo miało zbyt dużą władzę nad najmniejszymi nawet działaniami. To musi się zmienić. Należy nominować dowódców godnych zaufania na stanowiska regionalne i pozwolić im walczyć lub też zrezygnować- to jest realna opcja dla Mużenki.
Ukraina ma oddanych żołnierzy i możliwości, by wygrać nadchodzącą kampanię. Nie może się tak stać bez ustępstw ze strony centrów dowódczych na rzecz dowództw lokalnych- w rzeczywistości sztab powinien ludzi motywować do działania niż ich zniechęcać.
Po zwycięstwie
Co dalej, kiedy ten „Cud nad Dnieprem” nadejdzie? Wyzwolenie Doniecka czy Ługańska nie będzie oznaczało jeszcze końca wojny… Już przedtem Rosjanie strzelali zza swojej granicy, czy więc Ukraina powinna zbudować  Wielki Mur pod ogniem? I jaki byłby cel tej budowli jeżeli pojedynczy buldożer mógłby ją zniszczyć? Żadne miny ani urządzenia wczesnego ostrzegania nie są tak efektywne kosztowo jak lekkie siły obrony granicy z siłami szybkiego reagowania, które będą w ciągłej gotowości bojowej i w stanie natychmiast reagować na każde naruszenie granicy. Ciągła linia obrony cofnęłaby Ukrainę do czasów I Wojny Światowej i nie może się zakończyć sukcesem w czasach dzisiejszych. Strata terytorium jest często lepsza niż strata cennego mobilnego oddziału wojskowego, bez którego nie będzie możliwe ostateczne zwycięstwo. Potrzebna jest elastyczność i wykorzystywanie okazji przez lokalne dowództwo do zadawania jak największych strat nieprzyjacielowi. Ale nawet dzielni ukraińscy Bohaterowie, którzy bronią nie tylko wolności swojego kraju, ale też całej Europy nie będą mogli świętować końca swojej walki. Wszystkie zwycięstwa militarne to ludzkie tragedie- giną cywile i żołnierze. Wtedy wiara w przyszłą wolność i czas prosperity może im pomóc.
Jeżeli Ukraina przegra nadchodzącą walkę, to będzie to wieczny wstyd Zachodu, ale też i koszt- to że nie zrobili więcej by pomóc Ukrainie utrzymać swą suwerenność w momencie rosyjskiej agresji niespotykanej od czasów inwazji na Afganistan. Czy ukraińskie, polskie czy rumuńskie „głębokie zaniepokojenie” byłoby wystarczające, gdyby Argentyna zajęła Falklandy i wysłała „zielone ludziki” do Kornwalii czy wysp na kanale La Manche? Czy Wielka Brytania zaakceptowałaby niemiecko-francuskie zawieszenie broni na okupowanym terenie, albo czy USA na Alasce? Czy nie rozumiecie, czym naprawdę jest reżim rosyjski? Oni nie zatrzymają się, dopóki nie osiągną swych celów na Ukrainie i zwycięstwo może być osiągnięte tylko poprzez zmianę samych Rosjan. Większa wolność i demokracja w Rosji także będzie w tym pomocna. Wolna i szczęśliwa Ukraina za 5 czy 10 lat będzie ostatecznym zwycięstwem nie tylko Ukraińców, ale też Rosjan w dłuższej perspektywie. Ale najpierw Ukraina musi wygrać walkę o Dniepr i w tym celu każda pomoc europejskich partnerów jest mile widziana:

Richard Drozdowski for EMPR

Arek Żotkiewicz wziął udział w publikacji danego artykułu

CONTACT US

You can send us an email and we'll get back to you, ASAP. EMPR team

Sending

Copyright ©2014-2017 EMPR

Log in with your credentials

Forgot your details?